Turnus rehabilitacyjny w Sarbinowie
14 - 28.06.2013 r.

Wyjazd i pierwszy dzień

Spotkanie 14 czerwca przy Ratuszu Bemowo. Godzina 9:30 odjazd do Sarbinowa. Zostawiamy za sobą wszystko. Przed nami słońce, morze, plaża. Duży, wygodny autokar pomieścić może 42 osoby. Nas jest znacznie mniej. Jazda więc komfortowa.

Podróż trwa 8 godzin, z kilkoma postojami. Mamy dużo emocji przy losowaniu numerów pokoi.

Sarbinowo to miejscowość w pobliżu Mielna a ?Jagoda?, dawny dom wczasowy, obecnie obiekt sanatoryjno-wypoczynkowy. W Sarbinowie panuje wyjątkowo korzystny klimat: czyste powietrze z dużą zawartością aerozolu morskiego.

Zaraz po przyjeździe krótki spacer po nowo wybudowanej pięknej promenadzie. A potem przemeblowywanie pokoi. Pokoje wyposażone są bowiem w małżeńskie łoża, a my nie chcemy z nich skorzystać. Niektóre z nas uporały się z tym problemem w 2 godziny, inne potrzebowały o wiele więcej czasu.

Pierwsza niespodzianka już wieczorem. Organizatorzy zapraszają nas na tańce i zabawy przy żywej orkiestrze i tak już przez cały okres pobytu. Wieczory wypełnione są rozrywkami.

Imieniny

Pobyt uatrakcyjniają nam imieniny koleżanek. Mamy aż 5 solenizantek. Dwie Wandzie i Janiny, jedna Alicja. Każdy kolejny dzień rozpoczynamy od życzeń, prezentów i szampana.

Wydarzenia

23 i 24 Wianki. Każda z nas uplotła wianek. Grupą idziemy nad morze. Ten najpiękniejszy z płonącymi świeczkami nie chce utonąć i płynie, płynie w siną dal. Śpiewamy okolicznościowe piosenki, także frywolne. Prym wiedzie Basia, nasza prezeska.

Wieczór z płonącym prosiakiem. Prosiaczek płonie! Kelnerzy kroją go na porcje. Mięsko jest ciepłe i chude, do tego piwo! A potem tańce, hulanki, swawole.

Płonące lampiony. Basia i Hania to osoby pełne pomysłów. Tym razem lampiony! Idziemy nad morze, wypowiadamy życzenia i lampiony fruną w siną dal.

Bal przebierańców. Grupa emerytów z Warszawy inicjuje spotkanie przy grillu w oryginalnych strojach. Okazja do złożenia życzeń i podziękowań szefostwu.

Wędrówki i wycieczki

Do latarni w Gąskach. Wycieczka dość forsowna. Pieszo brzegiem morza. Kilka dobrych kilometrów. Ale opłacało się, bo widok z latarni (220 stopni) przepiękny. Panorama zieleni, morze, plaża. Aż groza bierze, że morze tu powstać elektrownia jądrowa.

Do Chłopów (Bauerdorf). Na regionalne święto. Śpiewają i tańczą zespoły kaszubskie, ukraińskie. Dołączamy się w radosnym i przyjaznym nastroju.

Do Hortolusów w Dobrzycach. To zachwycający ogród, pełen przeróżnych kolorów i zapachów.

Do Szymborku. Podziwiamy eksponaty w Ośrodku Kultury Kaszubskiej (m. in. najdłuższą belkę świata). Uczymy się alfabetu kaszubskiego (...to są widły gnojne). Zwiedzamy wstrząsające centrum Sybiraków i pociąg, którym wieziono na Syberię oraz partyzancki schron. Poddajemy się grozie symulacji nalotu bombowego jakby z wiersza Białoszewskiego: ?Świst, trzask, wybuch, stukot, pisk?.

Ale też przyjemniejsze są chwile w Szymborku. Dom postawiony ?do góry nogami? ? prawdziwe wyzwanie dla tych rwących się na piętro tego domu. W nowym Centrum Kultury Kaszubskiej zachwyt budzi ogromny, największy w świecie fortepian. Dla smakoszy regionalne piwo.

I wreszcie ostatni wieczór

Pożegnanie. Pokaz fajerwerków, ale jakże zachwycających i oszałamiających.

I tak skończył się nasz pobyt w Sarbinowie. Zabieramy wspomnienia, także z rehabilitacji, zwłaszcza masaży, i basenowych uciech.

Sarbinowo zapamiętamy również z urozmaiconych i jakże obfitych posiłków. Jakie to były potrawy? Posłuchajcie.

Zawijane zrazy, smażone karmazyny, faszerowane polędwiczki, bigosy z młodej kapusty, kacze udka, kurczaki z płatkami migdałowymi.

A jakie ciasta... Szarlotki, keksy, rolady... Kto nie był w Sarbinowie niech żałuje.

 

Elżbieta Kubiciel


  kliknij na obrazek by otworzyć galerię